W zasadzie to jest drugi etap naszego rejsu, którego celem było przepłynięcie nowo otwartego przekopu Mierzei Wiślanej. Celu tego jednak w tamtym rejsie nie osiągnęliśmy. Udało się jednak tym razem. Ale po kolei.
Jacht Maxus 28-Togo z czarteru w Suchacz. Załoga: Iza, Czarek, Nastka, Anka, Józek, skiper Piotr.
WIECZÓR PIERWSZY: wieczorne zaokrętowanie, przegląd jachtu i wyposażenia, odpalenie silnika i nawigacji Navionics, sprawdzenie żagli i co ważne przy tych niskich temperaturach również Webasto. Prognozy pogody na jutrzejszy dzień b. korzystne. ROZPOCZĘLIŚMY REJS.
DZIEŃ DRUGI: Wypłynięcie o 0730 Na śluzie /port Nowy Świat/ zgłosiliśmy się o 0900. Kapitanat na UKF-ce przywitał nas, jako pierwszy jacht w tym roku przepływający śluzę. Certyfikatu niestety nie dostaliśmy. Na zatokę wpłynęliśmy o 1300. Wiatr NE, 2-3 °B świeci słońce, ale jest zimno. Przy sterze Iza i Nastka. Naszym celem jest ujście Wisły. Ujście Wisły pełne mielizn i braku oznaczonego toru. Z prawej się wypłyca do 1,1m z lewej kamienie i łachy. Ale są za to foki. Przyglądają się-co robimy. Po paru próbach pokonujemy najgorsze. Płyniemy na silniku pod prąd do Świbna-rybackiego portu, który nie jest już rybackim. Stoją stare zardzewiałe barki, wraki a na rozwalonej kei stare żelastwo. Z łódki widać samochody na promie Świbno-Mikoszewo. Załoga rozchodzi się na zwiedzanie okolicy i Mewiej Łachy podpatrywać foki. Wieczorem przy wspólnym posiłku obchodzimy imieniny i urodziny. Czarek przepięknie gra na gitarze a Iza ma przepiękny głos i razem są duetem pierwsza klasa. I ja tam byłem miód i wino piłem i co widziałem i słyszałem tego Wam nie opowiem.
/info/ Jeżeli chodzi o Wisłę, to sprawiała ona wiele kłopotów a raczej podtopień również Gdańska. Dlatego też postanowiono o Przekopie Wisły i odcięciu jej od Leniwki i Szkarpawy. Przekop Wisły ma 7 km długości, a budowa trwała 7 lat i otworzył go 31.03.1895r. cesarz Wilhelm II.
DZIEŃ TRZECI: Już nie ma pośpiechu. Wypływamy 0930 i dalej w górę Wisły na silniku do śluzy Przegalina. Podnoszą most i wrota śluzy. Śluza jest duża i przystosowana dla barek. Robi wrażenie. Obok w starej śluzie stoją lodołamacze Czekają na zmianę pogody. Czarek i Iza za sterem dalej płyną już spokojnie Martwą Wisłą na 1300 na otwarcie mostu w Sobieszewie. Nowy most pięknie się prezentuje z podniesionym przęsłem. Jeszcze chwila i jesteśmy na Wiśle Śmiałej i w marinie Stoczni Gdańskiej. Port po gruntownym remoncie z nowymi kejami, Y-bomami i dalbami otwarty 15.04. Świeżynka. Budynki mariny czekają jeszcze na remont. Spacerujemy do ujścia. Na plaży trochę ludzi. A wieczorem kolejna okazja. Rocznica ślubu. Ile to razy było gorzko, gorzko i słodkich pocałunków, życzeń i toastów. I ja tam byłem miód i wino piłem i co widziałem i słyszałem tego Wam nie opowiem.
DZIEŃ CZWARTY: I tak jakby powrót na zalew. Niespiesznie. Chcemy zdążyć na śluzę najpierw na Gdańską Głowę a później na Szkarpawie most w Drewnicy. Telefonicznie zgłaszamy śluzowanie i otwarcie mostu. Wpływamy do śluzy Przegalina i niestety nie wypływamy. Mostu nie da się podnieść. Awaria. Potrwa może godzinę a może trzy. Bez tego nieczynnego mostu nie było by okazji zobaczyć renowacji starego drewnianego budynku, dawnego budynku administracji śluzy. Kierownik robót zauważył nasze zainteresowanie i oprowadził i opowiadał, co i jak. Na tym się jednak nie skończyło. Skończyło się na zaproszeniu nas na jego prywatne siedlisko też remontowane ze starą zabudową też głównie drewnianą i parkiem starodrzewu i sadem starych drzew owocowych i stawem. Ogromny teren i ogrom prac. Tam dopiero były cuda. Pożegnaliśmy się zauroczeni właścicielem i jego chęcią opowiadania o zasadach konserwacji i jego empatią. Most naprawili. Na silniku wpłynęliśmy na Szkarpawę. Minęliśmy otwarty most w Drewnicy i Rybinie i zacumowaliśmy w mini marinie Osłonka. Obok w barze u rybaka serwowali ryby. Poszliśmy. Był 1 Maja – też święto. Więc uczciliśmy powrotem na łódkę krokiem marszowym i w kolumnie, ale bez flagi. W kubryku zaczarowana gitara Czarka, śpiewy Izy i Anki. Ja i Józek tak trochę podśpiewujemy, żeby nie zagłuszyć solistek. Nastka śpi.
/info/ w Osłonce jest przepompownia wody z depresji terenu w czasie powodzi. Jej wydajność to 21 000 litrów wody na sekundę.
DZIEŃ PIĄTY: Wypływamy na żaglach na zalew. Pogoda już nie taka fajna. My w kurtkach puchowych, czapkach, rękawiczkach. Na kursie port Kąty Rybackie a wiec najpierw stawa Gdańsk. Wszędzie dookoła płytko trzeba trzymać się oznaczonego farwateru. Port mały. W Kątach zwiedzamy muzeum Zalewu Wiślanego z ciekawymi eksponatami -łódka wykonana z patyków zebranych na plaży. Zaczęły się pierwsze kłopoty z silnikiem. A to gasł albo się dusił przy dodaniu gazu. Kłopot z przybiciem i wypłynięciem. Następny port to Krynica Morska. Po nieudanych próbach z silnikiem postanawiamy zawiadomić armatora. Przyjedzie następnego dnia. Cześć załogi poszła nad morze na zachód słońca. Póki, co jest 2 maja-Święto Flagi. Trzeba to uczcić. Kolejny wieczór śpiewów, rozmów i wieczornego rozmarzenia w cieple Webasto. Ostatni wieczór na jachcie.
DZIEŃ SZÓSTY: Armator naprawił silnik. Wypływamy żeby pokręcić się po zalewie. Pogoda słoneczna, NW, 2-3 °B. Przy sterze Iza i Nastka. Dopływany do Fromborka i zawracamy na drugi koniec zalewu do Suchacza. Pracują pogłębiarki i tłoczą rurami refulat na wyspę Estyjską. Jest 1630 i cumujemy w porcie. Jest 3 Maja Święto Konstytucji. Podsumowanie rejsu i uczczenie Konstytucji 3 Maja zakończyliśmy w smażalni Okoń niedaleko Pasłęka.
Było miło i pozostaną miłe wspomnienia i zaliczone nowe trasy i porty.
Relacje zapisał: Piotr Kamiński
Zdjęcia udostępniła: załoga








