Przychodzi taki czas dla każdego, że dotyka nas syndrom wieku. Może nie zbyt długiego, ale zawsze. Szczególnie ważne są ustanowione tradycją wiek/lata przełomowe. Czas, kiedy wchodzimy w pełnoletniość i możemy już działać na własną rękę i odpowiadać za własne decyzje i wybory. To jest ten czas. Drugiego takiego nie będzie. Klub Kilwater właśnie przekroczył rubikon czasu. Jest pełnoletni.
Jest „osiemnastka” jest i impreza. Wybrano j. Pluszne. Impreza na dwa dni pływania, 10 kajaków, 2 żaglówki, ognisko na wyspie, dwie gitary i dwoje instrumentalistów i rzesza wokalistów. Razem 16 wodniaków wszyscy z PTTK. Wszystkich imion niestety nie pamiętam. Kajakarze z Tomkiem na czele popłynęli przez j. Poplusz, j. Pawlik do rz. Marózka. Zaglądali też po kątach i zatoczkach j. Pluszne.
Żeglarze zachłystywali się wiatrem i rozkołysem jeziora. W południe celebrowaliśmy „brzydząc się pośpiechem” tradycyjną skiperowską kawę „na anioł pański”.
Te dwie mutacje wodniaków spotkały się na wyspie Szrok przy ognisku. A co przy ognisku było to tylko wam na ucho powiem, że na zmianę grali i śpiewali Czarek i Iwona. I jeszcze dodam, że dyskusja była i co z niej wynika to przy okazji powiem.
Wszystko było ok. wesoło, koleżeńsko, beztrosko. Niemęczące ciepło, wiatr, który nie udaje, że wieje, woda przyjazna kąpielom, noc gwieździsta i trochę szumu w głowie.
Po powrocie naszła mnie jednak taka nieroztropna myśl, że byliśmy w tym naszym świętowaniu sierotami. Matki i ojca poczęcia klubu nie było z nami. Matki i ojca chrzestnych też nie. Nie mówiąc o patronie. Nie „namaścili” nas na lata dorosłego życia słowem, gestem, spojrzeniem, czymkolwiek.

Zdjęcia: załogi
Pluski, 7-8wrzesień 2024
Opisał: Piotr Kamiński