• Termin: Niedziela, 12 lipca
  • Skład: Maciek, Kasia, Grzesiek
  • Czas spływu: 12:04 (start) – 17:01 (meta)
  • Trasa: Sorkwity – Bieńki (ok. 16 km

Ta historia wcale nie miała zacząć się na Mazurach. Cel był jeden: wspólna Noc Świętojańska z sekcją żeglarską. Planowaliśmy przepłynąć rzekę Drwęcę na odcinku od Idzbarka do Samborowa, z noclegiem na Wyspie Orzechowej na Jeziorze Drwęckim. Do tematu podeszliśmy w pełni profesjonalnie, a przygotowania ruszyły z dużym wyprzedzeniem:

  • Majowa misja (druga połowa maja): Nasz prowadzący odpalił motorówkę i ruszył na rekonesans Wyspy Orzechowej. To tam, w otoczeniu mazurskich żeglarzy, mieliśmy spędzić legendarną noc z 13 na 14 czerwca. Miejsce zostało sprawdzone, zatwierdzone i zabezpieczone logistycznie.
  • Czerwcowy zwiad (początek czerwca): Tym razem uderzyliśmy od strony lądu, dokładnie sprawdzając punkty startu w Idzbarku oraz mety w Samborowie.

Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Życie weryfikuje jednak nawet najlepsze plany. Na dwa dni przed terminem prognozy zapowiedziały całodniowy opad deszczu w sobotę – i rzeczywiście ulewa nie odpuściła. Na tej podstawie postanowiliśmy przełożyć imprezę z żeglarzami na weekend 11–12 lipca.

W nowym terminie skład kajakowy okazał się jednak skromniejszy. W dodatku warunki wynajmu postawione nam przez wypożyczalnie w rejonie Ostródy były nie do zaakceptowania. Z tych przyczyn Drwęca musiała poczekać, a my wdrożyliśmy plan awaryjny. Po szybkim kontakcie ze Stanicą Wodną PTTK w Sorkwitach i otrzymaniu pozytywnego odzewu, nasza 3-osobowa ekipa zmieniła azymut.

Przeznaczenie postanowiło nas jednak przetestować jeszcze przed zejściem na wodę. W nocy w Sorkwitach dopadła nas potężna ulewa. Poranek przywitał nas mokrym namiotem i koniecznością suszenia oraz ponownego pakowania całego ekwipunku. Przez te poranne zmagania nasza misja złapała spore opóźnienie.

Ostatecznie, punktualnie o 12:04, odbiliśmy od brzegu na stanicy w Sorkwitach. Krótka odprawa, szybkie pakowanie i wodowanie na Jeziorze Lampackim. Pierwsza myśl po zejściu na wodę? „Gdzie to lato?”. Jak na połowę lipca, południe przywitało nas zimnym wiatrem i temperaturą jak na lipiec, która po deszczowej nocy zmuszała do mocniejszego zaciskania kurtek/polar. Nasz prowadzący szybko narzucił mocne tempo, żebyśmy po prostu nie zmarzli na tym otwartym akwenie.

Przeżyliśmy Jezioro Lampasz i wpłynęliśmy na Sobiepankę. Rzeka urocza, ale płytka i pełna niespodzianek. Prowadzący sprawnie nawigował z przodu, ostrzegając nas przed największymi głazami i mieliznami. Momentami było ciasno, a manewrowanie wymagało od naszej trójki wysiłku. Jedną rzecz pogoda deszczowa zapewniła, czyli odpowiedni poziom wody, dzięki któremu przejście obyło się bez burłaczenia. Plus był jeden – w końcu zrobiliśmy się perfekcyjnie rozgrzani!

I wtedy wpłynęliśmy na Jezioro Kujno – to był moment zwrotny tego dnia. Dokładnie w połowie jeziora, na jego lewym brzegu, zrobiliśmy zasłużony postój. Gdy tylko dobiliśmy do brzegu, wydarzył się cud: chmury nagle się rozeszły, a zza nich wyszło słońce, które w kilka minut podbiło temperaturę do prawdziwie letnich wartości.

Wykorzystaliśmy tę przerwę na zrzucenie grubych ubrań. Kurtki, oraz polary błyskawicznie poszły do bakist kajaków.  Po wpłynięciu na rzece Grabówce płynęło się już w pełnym, wakacyjnym komforcie. Co za ulga po zimnym poranku!

Ostatnia prosta przez Jezioro Dłużec minęła nam w sielankowej atmosferze. Dokładnie o 17:01 zameldowaliśmy się na terenie Stanicy PTTK Bieńki na Jeziorze Bieńckim. Po chwili przyjeżdża bus z przyczepą kajakową, na którą ładujemy kajaki i w pełni zadowolenia z 5 godzinnego czasu na wodzie (minus minuta na poprawkę zegarka!) wracamy najpierw do Sorkwit, a później do domów.